Tak mi przykro, że stara nauka i zabobony są traktowane, jak coś nieprawdziwego, staroświeckiego i bezużytecznego.
Tak ciekawie się składa, że dzisiejsza nauka bardzo precyzyjnie nie dość, że potwierdza działanie tych wszystkich starych zabobonów, to jeszcze wyjaśnia ich mechanizmy.
Ludzie lubią przysłowia i powiedzonka, a one wszystkie mają solidne podstawy.
- Co musi zrobić prawdziwy mężczyzna i w jakiej kolejności? (Zasadzić drzewo... Itd. kolejność i znaczenie ma... Znaczenie).
- Z czego dawniej piekarz robił pojemnik na zaczyn do chleba? (Dlaczego pioruny miały bić, aż żywo?).
- Czym musi być nadtrawione jedzenie, zanim trafi do ust? (Czy my faktycznie trawimy jedzenie?).
- Jak wyzwolić produkcję naturalnego "ozempiku" we własnym ciele? (On tam jest, ale śpi, a Ty nic o tym nie wiesz).
- Po co modlić się przed jedzeniem? (Czy to tylko religijne bajanie? Nie).
Tych pytań jest dużo i wszystkie związane są ze staroświeckimi wierzeniami (wiedzą).
My ludzie sami skazaliśmy prawdziwą wiedzę na śmierć, aby móc biegać po lekarzach, dietetykach i całe życie udawać, że robimy wszystko według wskazówek.
Wszyscy kłamiemy
Bo gdy nikt nie widzi, pożeramy tony świństw, całymi dniami gęba się rusza, wciąż coś żremy, organizm nie ma kiedy odpocząć, a potem racjonalizujemy, że wszystko jest dla ludzi.
Więc mamy to, co chcieliśmy. Nędzne, chore i grube życie w cierpieniu przykrywanym tabletkami od lekarza.
Dobrze nam tak.